Bo my Słowianie…

Zapraszam Was Bracia i Siostry do zapoznania się z jednym z moich własnych projektów , a mianowicie fragmentem książki  mojego autorstwa , która jest opwieścią od dwóch wędrowcach w XV wieku , którzy rzoprawiaja na temat życia i historii Naszej opartej oczywiście na faktach z pism i,ksiąg i kronik ,a także najnowszych odkryciach archeologicznych i naukowych, okraszona własnymi przemyśleniami  filozoficznymi w toku badań owej historii i doświadczeń życiowych.

Jeśli uznacie iż jest warta ona książka waszej uwagi i polecilibyście ją innym proszę was o wsparcie  bym mógł  ją wydać dla was i dla naszych potomków.
Kazda Osoba wspierająca tenże projekt w toku pisania owej ksiązki ( a materiał już napisany w 50 % ) bedą otzrymywać informacje oraz fragmenty ksiązki,a na sam finał otrzymaja wersję pdf książki przed premierą,a także rozlosowane darmowe egzemplarze wydrukowanej ksiązki z autografem i nie tylko Sława!!!Dane do wpłat z dopiskiem:książka  podniżej fragmentu niniejszej książki :
“Bo My Słowianie Bratku Mój”
autor: Eddie Słowianin podług własnego blogu oczywiście zmiany wedle nowych odkryc poczy- – niwszy
Epilog
Słońce już poczęło wschodzić gdy nad goplańskim jeziorem poranna mgła już tańczyła, a poranne dźwięki ptaków budziły wszystko do życia.
Tuż nad wschodnim brzegiem od stronyKruszwicy dał się słyszeć stukot kopyt końskich oraz nawoływania bodajże woźnicy , który z głośnym śmiechem mówił cosik do swych dzielnie ciągnących wóz koników.
..Ahahahaaha wio kochane koniki moje wiooo… Ach jakże piękny to poranek dla Nas ,że boża chwała słonecznie ogrzewa nasze dusze i napełnia światłem stwórcy , aż śpiewać mi się chce hahahaha….
Po chwili do wtóru śmiechu wożnicy dołączyło donośne reżenie, które brzmiało na potwierdzenie wypowiedzianych słów nie grubego , aczkolwiek słusznej postury i wieku ich pana Dobromira .
Każda istota , roślina czy drzewo zdawały się odpowiadać na te poranne wybuchy radości i szczęścia, wystawiając się na zbawienne promienie słoneczne.
Dobromir zaczął nucić najpierw cichutko , by po chwili już bez żenady na cały las śpiewając ;
Tam w jodłowym borze, w głębokim jeziorze
Oj nie rybka, nie rybka w jezioreczku pływa
Lecz oczarowana panna nieszczęśliwa.
Oj upleć mi siostro, siostro ukochana
Z jedwabiu siateczkę, z jedwabiu cienkiego.
Z jedwabiu siateczkę, z jedwabiu cienkiego,
Pobiegnę i rybkę łowić siatką będę.
Słoneczko wzejdzie, słoneczko się schowa,
Do sianka moja nie przylegnie głowa;
W nocy świecić mi będzie księżyca łuczywo,
Nie wrócę, nie wrócę, chyba z rybką żywą…….,
i trwałoby to zapewne długo  gdyby nie z za drzewa wychynęła postać młodzieńca objuczonego tobołkami.
Prrrrr…krzyknął zaskoczony woźnica

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*